W porządku, Billy. Żartowałem. To nie było prawdziwe zakończenie, wymyśliłem je tylko. Ta bajka kończy się tak, jak powiedziałem za pierwszym razem. Takie zakończenie wymyślił Franky Furbo. Nie potrafię tego zmienić. Gdybym zmienił to zakończenie, to każde inne, nawet tak straszne, jak to, które wymyśliłem, mogłoby być prawdą. Rozumiesz? Wymyślanie bajek to trudna sztuka. Trzeba być uczciwym wobec swojej bajki. Muszę tak postępować, nawet gdy ty w nią nie wierzysz lub gdy ci się nie podoba, nawet gdy nie podoba się mnie lub sam w nią nie wierzę.
Billy przytula się do mnie mocniej i skinieniem głowy daje mi znać, że rozumie. Tak mi się przynajmniej wydaje. Patrzę na Caroline. Ona też kiwa głową, ale inaczej niż Billy. Kiwa głową tak, jak gdyby ciągle nie rozumiała albo nie potrafiła się pogodzić z tym, co zamierzam zrobić. To skinienie wyraża jej brak zrozumienia.
Napięcie staje się tak wielkie, że nie potrafię go już dłużej znieść, poza tym najwyższa pora wstawać. Jajka i płatki są już prawie gotowe, a ja i Billy musimy się przecież jeszcze umyć przed śniadaniem. Kiedy próbowaliśmy się myć wszyscy naraz, w szóstkę, nasz pokój przemieniał się w prawdziwy dom wariatów.